Pierwsze niemieckie śniadanie i pierwszy nocleg zadowoliły nas na tyle, że z chęcią ruszyliśmy w dalszą podróż. Poruszanie się ścieżkami rowerowymi nie nastręcza żadnych kłopotów, w miasteczkach czysto i wszystko jest uporządkowane. 


Raz co prawda trochę nie byliśmy zadowoleni że obok jest piękna droga asfaltowa, a my jedziemy równoległą z kostki brukowej, ale co zrobić, niemiecki porządek zakładał, że na każdym wjeździe na drogę asfaltową stał znak nakazu jechania szybciej niż 30 km/h zatem próba jechania asfaltem skończyła się zjechaniem na kostkę. Ale za to droga z kostki zaprowadziła nas w miejsca gdzie czas się zatrzymał.

   
Przy starym kościele kręcił się starszy człowiek w granatowym fartuchu, kapeluszu i poruszający się „z balkonikiem”, który wyraźnie chciał z nami pogadać, ale niestety ani my jego, ani on nas nie rozumiał. Wymieniliśmy się tylko kiwnięciem głowy i dalej pojechaliśmy kostką. W sumie było tego dobrze utrzymanej kamiennej drogi jakieś 20 km.


Mijaliśmy jakąś parę na rowerach, która miała takie cierpienie na twarzy, że nawet nic nie musieli mówić. Po wytrzęsieniu się na kostce zatrzymaliśmy się w pierwsze napotkanej greckiej restauracji na obiad. Kelnerka szybko przyniosła ogromne talerze, ledwo wstaliśmy od stołu.

Będąc w Stralsund koniecznie wybierzcie się do nowoczesnego oceanarium. Ogromne akwaria, interaktywne wystawy spodobają się każdemu. Sam budynek zachwyca swoją architekturą, a to co można zobaczyć w środku na prawdę jest warte wejścia tam na dłużej.

 Po obejrzeniu tych wszystkich cudów podwodnego świata i poznaniu lepiej Bałtyku nie zapałaliśmy jeszcze chęcią popłynięcia statkiem zatem jedziemy dalej wzdłuż wybrzeża.
Momentami jesteśmy bardzo blisko zatoki, ścieżka prowadzi tak blisko, że z chęcią zdjęlibyśmy buty i pomoczyli nogi, zwłaszcza, że jest ciepło i słonecznie. Poleżeliśmy chwilę na trawie i porozciągaliśmy się dla relaksu. 

Tereny zachęcają do uprawiania sportów wodnych różnego rodzaju, my zostaliśmy tylko obserwatorami tych pływających na różnego rodzaju deskach.
Wreszcie docieramy do Pommernhotel w Barth. Zupełnie nie spodziewaliśmy się tak dużego pokoju, w którym stało nawet niemowlęce łóżeczko. 

    

dzień 2 – mapa trasy
dystans – 94 km

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.