Dobrze, że Darek liczy dni. Ją powoli tracę rachubę. Takie podróżowanie zakrzywia czas. Inne sprawy stają się ważne i o czym innym się myśli. Po prostu jedziesz i nie zastanawiasz się który to kilometr, tylko jedziesz i patrzysz na morze.

Dzisiejszy etap po nocnej burzy był deszczowo-mżawkowy, ale plus był taki że przynajmniej nie kurzyło się 🙂 I morze było bardziej szare, a do tego wiatr większy. Trasy zaś różnie prowadziły: raz jechaliśmy promenadą, raz lasem, a to znów przez wioskę domków letniskowych. Mieliśmy też po drodze jeden prom i portowe miasto, w którym nie było jak przejechać i musieliśmy prowadzić rowery taki był tłum. Ale ścieżka rowerowa była zawsze. A to przy drodze asfaltowej obok wydzielony pas, a to przez miasteczko wydzielony kawałek chodnika.  

W jednej z wiosek wstąpiliśmy na targ ekologiczny po owoce i warzywa. Kupiliśmy bardzo dobre jabłka i słodką marchewkę.

Takie domki kryte strzechą to w tym rejonie chyba standard, bo było ich bardzo dużo. I raczej nie wyglądały na stare.


Bardzo wygodne leśne drogi nie zniechęcały nas wcale. Wjeżdżaliśmy odważnie i nigdy nie zakopaliśmy się w piachu po osi.

Tutaj szybki prom w Warnemunde (to jest tak na wysokości Rostoku).

A potem dalej wybrzeżem, które tutaj było wyjątkowo wysokie i tworzyło imponujące klify.

W Kropelin czekał na nas w starej willi pokój urządzony w sprzęty Ikea, a na powitanie cydr. Młoda, pulchna Niemka radziła sobie doskonale z przyjmowaniem gości. Pokój w którym serowała śniadalnie też był prosto z katalogu szedzkiej firmy. Widać było, że wszystko jest nowe i pachniało jeszcze farbą, zaś terminal do płacenia kartą wyjęła z pudełka, chyba niedawno go kupiła. Oby takich miejsc noclegowych było jak najwięcej.  



dzień 3 – mapa trasy
dystans: 113 km

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.