I znów wracamy nad wybrzeże. Początek wietrzny. Sprawdzając prognozę pogody coś mi przemknęło, że w Hiszpanii były straszne wichury i to pewnie jakieś pozostałości tego wiatru zapędziły się właśnie na niemieckie wybrzeże.
Dobrze, że chociaż trasy mamy eleganckie: płasko i ładny, równy asfalt. Ruch rowerowy oddzielony od samochodowego, czyli niemiecka specjalność. Widzieliśmy jak po tych super asfaltowych ścieżkach jeżdżą na rolkach na długie wyjeżdżenia, albo rodziny z dziećmi na rowerach na wycieczkach. 

Nie potrafiliśmy sobie odmówić kanapki z rybą prosto z kutra. 

Ta plaża raczej nie była oblegana, ale też i pogoda nie sprzyjała opalaniu. Zresztą jakoś tak mało zachęcająco tu było, ale akurat przerwę sobie zrobiliśmy od kręcenia.

A tu kolejna przerwa, tym razem obiadowa.

Potem teren nieco bardziej zafalował i jechaliśmy w pasie klifowego wybrzeża. Ścieżka raz opadała w dół, raz prowadziła pod górę. Dobrze, że było pusto i można było zjeżdżać na maksa bez hamowania.   

Krótki filmik – przeprawa promem do Tavemunde:

Ciekawy odcinek prowadził od przedmieść Lubeki – wzdłuż torów prowadziła nowa żwirowa ścieżka rowerowa.

Hotel w Lubece był tuż obok dworca kolejowego.

   

dzień 4 – mapa trasy
dystans: 116 km

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.